Można być Pippi także bez warkoczy
W lipcu 2016 roku przeszłam operację z powodu raka piersi. Usunięto mi guzek o długości 2,3 cm oraz 250 ml tkanki piersi z prawej piersi, a także wszystkie węzły chłonne z prawej pachy. Aby uniknąć nawrotu, musiałam przejść 18 tygodni chemioterapii i 5 tygodni radioterapii.
Miałam długie włosy przez prawie 50 lat, więc trudno było pogodzić się z tym, że leczenie chemioterapią sprawi, iż je stracę.
„No cóż. Nie ma sensu nad tym płakać.” — pomyślałam. Skoro nie mogę zatrzymać swoich włosów, czy ktoś inny mógłby z nich skorzystać? Szukam w internecie: gdzie mogę oddać włosy? Nic nie znajduję. Co dziwne.

Pierwsza chemioterapia
Po pierwszej chemioterapii — kiedy prawie nie odważyłam się szczotkować włosów ze strachu, że zaczną wypadać — moje włosy wyglądały tak. Gigantyczny koński ogon i jedno wielkie skołtunione gniazdo.
Po drugiej rundzie chemioterapii, 3 tygodnie później, to skołtunione gniazdo stało się jeszcze większe. Każdego ranka budziłam się i wokół siebie w łóżku znajdowałam duże kłęby splątanych włosów. „Szkoda, że nie oddałam ich wcześniej, zanim stały się zupełnie niemożliwe do opanowania”.

Spotykam inne kobiety z rakiem piersi. Wszystkie jesteśmy mniej lub bardziej łyse, więc z czasem byłam gotowa ogolić te smutne resztki włosów. W październiku mój mąż wziął maszynkę do włosów i szybko się z tym uporał: skołtunione gniazdo zniknęło. O rany, jak zimno jest w głowę, kiedy nie ma się włosów! Marznę. Marznę. Marznę! Noszę czapki, chusty, kaptury. Śpię w czapce, żeby nie marznąć.
W sklepach nauczyłam się rozpoznawać inne osoby bez włosów z powodu chemioterapii. Oprócz braku włosów mamy też taki bardzo charakterystyczny szarawy odcień skóry. Uprzejmie kiwamy sobie głowami i uśmiechamy się do siebie.
Chemioterapia kończy się w listopadzie 2016 roku, a 2 miesiące później na głowie zaczynają pojawiać się pierwsze krótkie odrastające włoski. Jak dobrze już nie marznąć cały czas! Czapka nocna przestaje być potrzebna.
W lutym, maju i listopadzie 2017 roku moje włosy wyglądały tak:

Na początku były całkiem siwobiałe, a dopiero później stawały się coraz bardziej rude z siwymi pasmami. Co ciekawe, moje włosy w wersji 2 były wyraźnie grubsze niż wcześniej. Zrobiła się z nich naprawdę porządna czupryna!
Darowizna włosów w 2018 roku
W styczniu 2018 roku dołączam do duńskiej drużyny smoczych łodzi zrzeszającej kobiety, które przeżyły raka piersi. Kiedy do zespołu dołączają nowe osoby i nie pamiętamy, która jest która, opisy w stylu: „na Facebooku ma loki” albo: „to ta z tym… włosami” niespecjalnie pomagają. Staje się więc krystalicznie jasne, że włosy znaczą naprawdę bardzo wiele. Zarówno dla naszego obrazu samych siebie, jak i dla obrazu, jaki mają o nas inni. To właśnie do włosów bardzo często odwołujemy się jako do pierwszej cechy, gdy opisujemy swój wygląd nawzajem.
W lipcu 2018 roku drużyna smoczych łodzi jedzie do Florencji na międzynarodowe zawody. Jest strasznie gorąco, a ja bez przerwy jestem zdyszana i zmęczona. Po powrocie do domu nadal mam zadyszkę.
W sierpniu trafiam nagle do szpitala na oddział pulmonologiczny, gdzie lekarze widzą, że wokół mojego prawego płuca zgromadził się płyn. Próbka tkanki zostaje wysłana do analizy i tydzień później staje się jasne, że mój rak piersi dał przerzuty. Tak więc jestem teraz „pobłogosławiona” rakiem piersi, który rozprzestrzenił się między innymi do wątroby, kości i prawego płuca.
Od sierpnia 2018 roku przechodziłam różne rodzaje chemioterapii i miałam to szczęście, że leczenie nie zaatakowało włosów. W styczniu 2020 roku zmieniam terapię na nowy rodzaj chemioterapii, której skutkiem ubocznym jest wypadanie włosów.
I znowu chcę oddać swoje włosy, skoro sama nie mogę ich zatrzymać.
Aż trudno uwierzyć, jakie można mieć szczęście!
Przez cały okres mojej choroby nowotworowej prowadziłam blog. Sympatyczna pracowniczka Toftild skomentowała na blogu, że mogę przekazać swoje włosy do Love is in the Hair. Znajduję fryzjera w Hillerød, który uczestniczy w tym projekcie.
Po 3 latach bez strzyżenia mogę już prawie zrobić z włosów kok! Po obcięciu została mi ultrakrótka fryzura, która utrzyma się najwyżej 2–3 tygodnie, zanim zniknie reszta włosów. A co najważniejsze — 5 warkoczy, z których mogą powstać peruki!

Nie cieszę się na myśl, że znowu będę marznąć. Za to niewypowiedzianie cieszy mnie, że moje włosy po chemioterapii mogą posłużyć innym. To po prostu wydaje się (i wydawało się) takim marnotrawstwem, żeby je po prostu wyrzucić.
Kochane warkocze!
Szerokiej drogi!
Z serdecznymi pozdrowieniami, Ulla





